księga gości

2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
maj
marzec
luty
styczeń
2010
październik
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2009
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2008
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

statystyka





haha!
Nowy rok zaczął się z kopyta.
Dostałam pracę! :D
 
W końcu ktoś zaprosił mnie na rozmowę, poważny pracodawca a nie jakiś gówniany.
Zadzwonili do mnie w środę przed świętami, pech chciał że tego dnia byłam po zabiegu u dentysty i odebrałam z tamponem w ustach i trochę sepleniłam do słuchawki niezupełnie składnie. W ogóle się tego nie spodziewałam a nazwa pracodawcy nic mi nie mówiła.
Okazało się, jak później sprawdziłam dokładnie na poczcie, że 6 listopada aplikowałam na stanowisko Asystenta ds szkoleń i konferencji w jakiejs poznańskiej fundacji działającej w obszarze funduszy strukturalnych EU.
Umówiłam się na rozmowę, w dodatku dyktowałam warunki spotkania bo chcieli się spotkać następnego dnia, ale mnie nie było z Poznaniu i nie zamierzałam raczej specjalnie po to jechać, tym bardziej że nie byłam w formie.
Spotkanie zostało zaplanowane na kolejny czwartek. Pojechałam, nawet się nie stresowałam za bardzo, rozmowa wypadła spokojnie i miło, nie musiałam w niczym kłamać, postanowiłam być szczera i nie kryć braku doświadczenia ale mówić o chęci jego nabycia, poświęceniu dla pracy i takich tam.
Chyba się spodobałam bo mimo że mnie nie przyjęli, to jak dyrektor do mnie dzwonił z tą wieścią to zapytał mnie czy wyraziłabym zgodę na przekazanie moich danych partnerskiej fundacji bo szukają kogoś. Oczywiście się zgodziłam i wczoraj poszłam na rozmowę. Trwała dużo dłużej i bardzo szybko mi minęła. Kobieta była sympatyczna, drążyła i drążyła, ale w miłej atmosferze. Podobnie jak poprzednio postanowiłam niczego nie ukrywać.
Gdy zapytała co bym jej powiedziała o sobie tak żeby mnie zapamiętała to się ucieszyłam, bo co jak co ale zainteresowania mam specyficzne i dość charakterystyczne :P. Opowiedziałam jej o tańcu, szczególnie o ATS i o tym że występowałam na scenie, o bollywood (okazało się że uwielbia bollywood), a także o tłumaczeniach bo zamieściłam to w cv (na sugestię N) i sama o to zapytała. Wspomniałam też o tym że sama uczyłam się angielskiego i uczę się hiszpańskiego i niemieckiego.
Miałam czekać na odpowiedź do czwartku a dostałam telefon pół godziny po powrocie do domu że się udało :)
I tym cudownym sposobem jutro podpisuję umowę o pracę :D Co prawda na 3-miesięczny okres próbny
Strasznie się boję czy podołam nowym obowiązkom, ale dołożę wszelkich starań by podołać :)




I tym sposobem, jedno zadanie od taty zrobione :))).
maleje 2012-01-05 00:16:09 skomentuj (0)
back to normality
I po Sylwestrze.
Na szczęście.
Teraz będzie dość długi okres bez żadnych Świąt i co za tym idzie, bez niepotrzebnych pokus.

Sylwester minął mi spokojnie i miło, choć nie spełnił moich oczekiwań.
Spodziewałam się wieczoru w stylu bollywood z prawdziwego zdarzenia, a dostałam zaledwie namiastkę.
Trochę sie zezłościłam już na początku. Gdy przyszłam, okazało się że filmowe propozycje dziewczyn to same filmy amerykańskie. I specjalnie nic mi wcześniej nie powiedziały, "bo może bym nie przyszła ;)". Przyszłabym ale wczesniej próbowałabym im to wyperswadować ;).
Nie lubię filmów amerykańskich i nic na to nie poradzę. Są płaskie i mnie nie interesują.
Ale obejrzałyśmy coś co się nazywało "Crazy stupid love" aka "Kocha lubi szanuje". Całkiem niezły był ten film, miał jeden zaskakujący moment i kilka śmiesznych które mnie rozbawiły, ale nie sądzę bym go zapamiętała na dłużej. Ot, taka komedia romantyczna.
Potem miałyśmy obejrzeć jeszcze dwa, propozycję Natalii i moją, ale nie obejrzałyśmy w końcu.
Im bliżej północy było, tym bardziej byłam zmęczona, wciąż nie odespałam Świąt, ponadto byłam od rana w pracy tego dnia, dziewczyny też były zmęczone, bo zwykle wcześnie chodzą spać a jak się spotykamy to koło 23 już są nie do życia.
Więc trochę byłyśmy śnięte jak wybiła dwunasta. Potem na szczęście przyszła do nas współlokatorka dziewczyn, która sama spędzała sylwestra bo jej chłopak jest kucharzem i pracował. Była bardzo rozmowna i sobie pogadałyśmy, zjadłyśmy ciasto i popijałyśmy drinki. O, nie miałam też soku pomarańczowego bez cukru o który prosiłam by mi kupiono i musiałam pić jabłkowy i winogronowy;)
Potem w  końcu się przebrałyśmy i to był świetny pomysł ponieważ się ożywiłyśmy. Wyglądałam w sari o wiele lepiej niż rok temu :) Ale podobnie gorąco mi było w tym poliestrze. W ogóle Natalia ma tyle pieknych strojów indyjskich, strasznie zazdroszczę, ja nie umiem znaleźć takich cudeniek w lumpeksach czy na allegro. Poza tym szybko się zniechęcam. I dostałam od niej jeden kubraczek różowy wyszywany chyba perełkami czy cekinkami :D. Jeszcze nie wiem co z nim zrobię :D Może przerobię na choli do ATS, a może zrobię sobie strój do belly dance :P.
Makijaż sobie zrobiłam taki mocny że mi głupio było w autobusie i ulokowałam się w ciemnej części pojazdu. Ale wyglądałam ok, muszę to zapamiętać bo chyba lepiej się pomalowałam niż na występ.

Muzyka też była nie taka. Spędziłam w domu sporo czasu na zrzucaniu muzyki na pendrajwa i w sumie nie wiem po co, bo tego wieczoru piosenek jakie chciałam usłyszeć było zaledwie kilka i to nie moich, reszta to była muzyka jak z radia Eska albo 4fun tv. Mam tej muzy dość na siłowni, gdzie napierdala z głośników tak głośno, jakby czyjeś życie miało od tego zależeć. Nie wiedziałam nawet że one czegoś takiego słuchają. Mam je zakodowane pod hasłem "bollywood" i zdziwiło mnie to.
Poza tym tradycyjnie, w kuchni, miałam ochotę każdej wyrwać jej robotę z rąk ;P. Nie dlatego że mają dwie lewe ręce czy robią coś źle, tylko ja po prostu robię inaczej, szybciej, lepiej bo znam różne sposoby i triki by coś wyszło lepsze albo w krótszym czasie. Poza tym mam swoje upodobania kulinarne i nie należy do niej ugotowana w maśle cebula :P Zawsze musze odganiać którąś od garnka czy patelni bo najchętniej by stały i mieszały bez przerwy, a mieszanie spowalnia proces gotowania i o ile jest niezbędne przy robieniu custardu czy risotto, to przy smażeniu cebuli sprawia że ona się nie usmaży na złoto tylko się po prostu ugotuje. To samo z mięsem.
Tak czy siak, wszystko się udało i było bardzo smaczne. Robiłyśmy singharas, samosy, biryani oraz ciasto czekoladowa chmura z przepisu Nigelli.
Jadłam wszystko. Nie żałuję, choć może będę musiała cofnąć te słowa przy sobotnich pomiarach. A nie mierzyłam się już dwa tygodnie i boję się na myśl o tym co zobacze na miarce.

Nie cierpię fajerwerków. Po prostu nie cierpię. Gdyby jeszcze chociaż były widowiskowe, ale to co zwykle ludzie puszczają to sam huk a efektów wizualnych zero. I te zwierzaki biedne, które wariują w tym czasie.

Skoro mamy Nowy Rok, to i dobrze by było jakieś postanowienia noworoczne sobie wyznaczyć.
Zeszłorocznych nie zrealizowałam w 100%, ale starałam się i poczyniłam pewne kroki w kierunku ich spełnienia. Trybiki zostały ruszone w ważnych sprawach (tych niewypowiedzianych na głos też, choć na tym polu ciągle klapa), być może już bardzo niedługo okaże się co z tego wyszło.
Na ten rok mam 3 zadania do zrobienia, od taty. Jak to zrobię to więcej mi do szczęścia chyba nic już nie będzie potrzeba.
Do tego dołożę postanowienie o schudnięciu, jak zwykle, żeby wytrwać na siłowni i w diecie, nie odpuszczać już tańca.
Języki- muszę się w końcu wziąć za angielski, niemiecki i hiszpański. Muszę wyznaczyć sobie stałe dni nauki i się ich trzymać. Tym bardziej że od teraz jestem na etacie i godziny pracy będę miała bardziej regularne, więc będzie łatwiej.
Znalazłam nawet zeszłoroczną notkę o postanowieniach
ad 1. walczę dalej, ale inaczej, na siłowni, na tańcu, i z dietą sportową- mam kilka celi na oku, a każdy z nich jest ważny.
ad 2. wystąpiłam :D ale chcę wystąpić kolejny raz, jak bóg da, to w maju tego roku :) już projektuję mój kostium :)
ad 3. na razie dupa, ale kto wie.
ad 4. iiii, dupa
ad 5. hmm, chyba nie tak źle, w gruncie rzeczy nieźle chyba mi poszło
ad 6. duża dupa, chociaż w sumie poświęciłam trochę wolnego czasu na efektywne działania np nauka hiszpańskiego, trochę liznęłam angielskiego z jakims programem do nauki no i wróciłam do tłumaczenia napisów, poza tym siłownia, taniec i dwa dodatkowe zajęcia zawodowe w tym roku, trochę pogotowałam i popiekłam, no co tu jeszcze
ad 7. tu naprawdę MEGA dupa.
ad 8. zaczęłam hiszpański sama, angielski szlifowałam jw, myślę o jakimś poważnym kursie albo szkole.
ad 9. stwierdziłam że wolę kupować książki kucharskie niż powieści, bo powieści są jak dla mnie na jeden raz, w większości, a kucharskie mogę czytać i oglądac bez końca i paru się dorobiłam w tym roku kupując albo dostając w prezencie :D.





Smutne wieści dziś do mnie dotarły, a najdziwniejsze że przeczuwałam je od miesięcy i miałam nadzieję że to tylko fałszywe przeczucie. Bardzo szkoda :(((
Tulaski dla potrzebujących



maleje 2012-01-03 00:19:55 skomentuj (1)
szimi szimi
Wygrałam miesięczny karnet na belly dance w konkursie świątecznym! :D
Tak rzadko wygrywam cokolwiek, a ta wygrana szczególnie mnie ucieszyła:D.
Tym bardziej że chciałam od stycznia wrócić na zajęcia, których tak mi brakuje i proszę!
Wczoraj właśnie byłam, na specjalnych zajęciach poświąteczno-sylwestrowych.
Spodziewałam się że czeka mnie walka o moje stare miejsce, bo ponoć strasznie dużo ludzi przychodzi na te zajęcia i jest trochę ciasno, ale dałam radę. Stanęłam sobie blisko Moniki i blisko lustra i było gites. Nikt mi nie podskoczył.
Bardzo fajnie było. Myślałam że będę w gorszej kondycji, nie fizycznej, tylko tanecznej, a całkiem nieźle mi szło. Prawie jakbym nie miała przerwy. Muszę tylko poćwiczyć trochę w domu, bo powinnam już umieć podłą figurę zwaną over shimmy a ja ni w ząb. Julka się nauczyła sama więc i ja pewnie mogę. Muszę spróbować.
Do takiej piosenki tańczyłyśmy. Szkoda że nie znałam wczesniej klipu, to bym włączyła do tańca ten luźny, zabawny klimat ;)



W związku z tym że wracam na zajęcia, muszę przesunąć siłownię z pn-śr-pt na wt-czw-sob. Byłam dziś i nawet nie zaliczyłam dużego spadku siły spowodowanego przerwą, niemal dwutygodniową.
Będzie ciężko z tymi sobotami, ale cóż zrobić. Ale może Al będzie ze mną czasem chodziła :)
Pisałam już że musiałam nabyć rękawiczki bo mi się odciski robiły od sztangielek? Mam szaro-różowe z Treca:P Ale rzeczywiście są pomocne, ręce tak nie bolą. A ostatnio miewałam jakieś kontuzje, co prawda w barku ale jednak. Najpierw mnie napiepszał prawy bark, a potem lewy i to dłużej. Chwilowo jestm obolała po równo na obu stronach :P
Ostatnio w ogóle blado u mnie było nie tylko z siłownią ale też z dietą. Tzn w sumie 3 dni było blado.
Gdy byłam w domu przed świętami, było nieźle.
Nawet tego dnia gdy byłam u dentysty, udało mi się wyrobić bilans koktajlo-papkami z twarogu, mleka, odżywki, gotowanego ryżu i bananów.
Jeszcze w wgilię było ok, choć na kolację zjadłam pierogi z mąki razowej i kawałek sernika (w ramach czit mila), ale też kilka babcinych pasztecików z pieczarkami bodajże.
W I Dzień Świąt dobrze zaczęłam, ale potem zjadłam krokieta, tiramisu i trochę ciasta. W II Dzień Świąt wyjeżdżałam rano i zrobiłam sobie moje placuszki śniadaniowe, potem zjadłam 2 pierożki ze szpinakiem i fetą, a na drogę i do pracy wzięłam sobie makowca. Stwierdziłam że lepiej zjeść makowca, ale zachować ilość posiłków i odstępy, a metabolizm jakoś to przemieli, niz głodować. Inna sprawa że jakoś nie pomyślałam zawczasu by coś sobie sensownego przygotować. Może nie chciało mi się targać dodatkowego toboła, nie wiem. Gu powiedzała że mam się nie umartwiać bo to święta, ale żeby nie wariować.
Myślę że nie wariowałam. To jakiś postęp. Nie przytyłam a nawet mam wrażenie że mnie mniej, bo coś tam założyłam i luźniejsze jest.
Wczoraj było bez rewelacji, nic niedozwolonego nie wpadło, ale cienko było, bo miałam pustą lodówkę i nie miałam z czego planować.
Wczoraj i dziś już grzecznie, z planowym menu ułożonym zawczasu.
8:30 gofry owsiane śniadaniowe
12:00 makaron z pesto, serem bałkańskim i pomidorem
15:00 3 jajka na twardo i pomidor
18:00 zraz wołowy z grzybami, kasza gryczana, pomidor
21:00 koktajl i banan
23:00 twaróg

Dziś się zagapiłam troszkę i zamiast 6 posiłków musiałam wprowadzić modyfikację i zjeść 5:
8:30 gofry owsiane sniadaniowe
13:30 makaron z pesto, oliwą, serem bałkańskim i pomidorem
16:00 koktajl i banan
19:00 zraz wołowy z grzybami, kasza gryczana, ogórek świeży
22:00 twaróg, jajko na maśle

Ale dzień był ważny dziś.
Przede mną sporo takich i być może spore zawirowania, których chcę i nie chcę jednocześnie.
Jutro się okaże :)

Święta minęły, szkoda że tak szybko, szkoda że tak krótko, ale niedługo kolejne :D.
Popiekłam sobie (ponoć całkiem niezłe pozycje obmyśliłam w tym roku), pogotowałam, nikt mnie specjalnie nie molestował a propos przyszłych planów ślubnych, pograliśmy w Prawo dżungli (fajowe) i było miło. Lubię święta.
Dostałam cudne prezenty :)))
Same wymarzone.
Torbę sportową na siłownię, Gu mówi że koksiarska ; juz ją wypróbowałam w boju, raz w podróży, raz na tańcach i raz na siłowni, zdała celująco :D



Książki kucharskie Nigelli.



A potem jeszcze taką. (Chyba trzyma na tej tacy pieczone ziemniaki które niestety uwielbiam ;)


A także walizkę, perfumy, miód lipowy i różne inne drobiazgi :)
Mam nadzieję że moje prezenty również się podobały:-) I smakowały.

To dobranoc. Powinnam spać już od 40 minut.

maleje 2011-12-30 00:41:15 skomentuj (0)
bolly mnie again
Jutro jadę do domu na święta. Cieszę się i się nie cieszę bo niestety wiąże się to z wizytą u chirurga stomatologa, z którą zwlekam już ponad rok. Im bliżej tym bardziej mi słabo na samą myśl o tym. W dodatku mama zamierza iść na zakupy i zostanę sama w gabinecie. To już pojutrze ;((((

Nowy trening o mało mnie nie zabija. Ostatnio mam kryzys i za każdym razem jestem jakaś słabsza. G mówi żebym zrobiła sobie przerwę i odpuściła 1 czy 2 treningi by odpocząć. Tak właśnie zrobię. Jutro jadę do domu, w środę dentysta i raczej nie będę władna by robić cokolwiek, a siłowo to już w ogóle. Może w piątek dam radę wyskoczyć, ale po cichu liczę na to że nie dam rady z powodu mojego zabiegu i że dodatkowo dostanę zwolnienie które pozwoli mi nie iść do pracy w drugi dzień świąt.
Znalazłam jakieś robocze zapiski z wrażeń po pierwszym nowym treningu, dość zabawne, to żeby mi nie uciekły:

Dziś ledwo się ruszam, najchętniej bym sie położyła i leżała sobie wygodnie, nicnierobiąc. Ubieranie było nieprzyjemne, wszelkie gwałtowne ruchy nie wchodzą w rachubę. Nie mam pojęcia jak przejdę dziś przez tabatę. Chyba od razu przygotuję sobie posłanie na ziemi i po tabacie od razu w nie padnę.
Pierwszy raz wczoraj wyciskałam 20kg sztangę z klaty (na barki) i kurde naprawdę myślałam że padnę, pod koniec nie mogłam nawet wyprostować ramion i podnosiłam je o 20cm jedynie i śmiałam się z siebie do lustra bo w gruncie rzeczy taka niemoc jest zabawna. Ale wiem że jednak porwałam się na zbyt duży ciężar, na maszynie wyciskałam przecież tylko 5kg. Jutro zacznę z 10kg, albo z 15.
O, pompki tyłem też były zabawne. Zamiast 12 powtórzeń, zrobiłam 7, po czym zawisłam bezsilnie i nie wiedziałam co dalej:P W kolejnych seriach było już tylko gorzej. Ale G mówi że z czasem machnę spokojnie całą serię, we'll see ;)
W innych ćwiczeniach wymiatałam normalnie :P
Na ramionka i na klatę wzięłam sobie hantle 7,8 i 9kg (dotąd na ramionka brałam 5, a na klatę 7). Ledwo dałam radę, ale dałam. Na suwnicy też rekord- 65kg, martwy ciąg takoż- 30kg.
I brzuchów zrobiłam 6 serii, po 3 na proste i skośne. Czuję to dziś wyraźnie.
Ale podobało mi się:D G mówi że będę pięknie wyrzeźbiona. Mam nadzieję jednak że nie nadmiernie bo u kobiet bardzo wyraźna muskulatura mi się nie podoba, IMO wygląda to okropnie, żylasto i odstręczająco. Póki co jednak mi to nie grozi, bo daleka droga przede mną:P
Mnadzieję że  ten wysiłek przełoży się na efekty.
W końcu zrezygnowałam nawet z mąki, miodu i dżemu w tym tygodniu, by sprawdzić co się wydarzy.


Niedawno spotkałam się  w końcu z moją ekipą bolly :D
Jak zwykle gotowałyśmy i oglądałyśmy filmy: The Bodyguard z Salmankiem i Kareeną i Kanthaswamy z Vikramem i Shreyą. Troszkę się obawiałam tych filmów, ale w towarzystwie zawsze raźniej znieść pewne poziomy absurdu:D. Choć  kiedyś przy jednym filmie, nawet towarzystwo nie pomogło:P Kolektywnie zdecydowałyśmy wtedy że  wyłączamy, po tym jak na ekranie niepełnosprawna dziewczyna bez rąk popełniła samobójstwo skacząc z okna,  ponieważ nie mogła napisać egzaminu w szkole. Więcej tam było takich kwiatków, ale ta kropla przelała kielich zdaje się. To był film telugu i nazywał się "Stalin" (nie pamiętam czy to było nawiązanie do J.Stalina, w każdym razie główny bohater, Stalin, był społecznikiem i bohaterem lokalnej społeczności), strzeżcie się! Przypomniała mi się od razu dramatyczna scena z 3 Idiots gdy główny bohater, genialny umysł ścisły, konstruuje z odkurzacza urządzenie ssące mające pomóc w porodzie siostry swojej ukochanej. Kwiczałam ze śmiechu, trochę z zażenowania, bo ogólnie film mi się bardzo podobał, zresztą to jakiś rekordzista w box office w Indiach. Tak czy siak Bodyguard był zabawny i taki jaki oczekiwałyśmy czyli nic przesadnie ambitnego, czysta rozrywka, Kareena pięknie wyglądała i jak zwykle była bardzo fajna i Salman nawet się starał ;). Kanthaswamy jest dość kontrowersyjny, nie wiem co o nim sądzić. Gdybym nie oglądała go w towarzystwie to jest szansa że bym go wyłączyła w pierwszej godzinie bo szczególnie mnie irytowała główna bohaterka i jej fryzura a'la Joan Collins mimo że dziewczyna ma koło 20 lat. Do dziś się zastanawiam kto jej taką krzywdę wyrządził. Jakoś nie mogłam ogarnąć o co chodzi i się wciągnąć. Ogólnie film chyba mi się jednak podobał, ale w dużej mierze to zasługa towarzystwa.
Z wyprzedzeniem ułożyłam sobie menu na ten dzień, żeby nie polec. Nawet dania zaproponowałam odpowiednie :P
I tak, na przystawkę było tureckie pide z mąki 2000 w kształcie łódki ze szpinakiem i fetą, a potem na główne, kurczak z kolendrą i migdałami z ryżem basmati, na deser zrobiłyśmy Eton Mess z borówkami amerykańskimi, którego ja nie jadłam. W ogóle byłam z siebie dumna tamtego wieczora, bo to był pierwszy raz gdy podczas takiego spotkania nie porzuciłam diety. Zwykle przychodziłam, gotowałam i jadłam to co wszyscy, a następnego dnia jechałam dalej.
I mam już plany na Sylwestra :)
Będzie spokojnie i kameralnie w towarzystwie i w klimacie bollywood.
Może obejrzymy jakiś film, ugotujemy coś, popijemy jakieś dobre drinki,  pośmiejemy się, posłuchamy muzyki, popląsamy w rytm bollywoodzkich piosenek wedle instrukcji Natalii. Nie mogę się doczekać :)
Z początku myślałam że coś zorganizujemy z frendsową ekipą, ale ostatnio jakoś się niewiele kontaktujemy ze sobą. Zresztą już późno i pewnie wszyscy mają już swoje plany. Wspólne wakacje chyba tak na nas wpłynęły. Nie wiem, dzieją się jakieś tajemnicze sprawy o których nie mam pojęcia i czekam sobie cierpliwie. Mam co robić ostatnio i nie mam czasu na dłuższe rozmyślanie o tym.

Ostatnio mam zastój w tłumaczeniu. Zakolejkowałam sobie film do którego nie znalazłam dobrych napisów, mam tylko takie które będę musiała ręcznie przesuwać linijka po linijce:/ Nie mam ostatnio czasu ani ochoty by się za to wziąć.
Za to mam już za sobą świetną komedię omyłek Delhi Belly, polecam, podoba się nawet ludziom nie-bolly. To historia o trzech chłopakach którzy zostali niechcący uwikłani w interesy mafii i teraz muszą się z nich jakoś wyplątać, a wszystko przez zatrucie pokarmowe czyli po prostu tzw delhi belly. I świetna muzyka.



Pracowałam też nad pakistańskim filmem pt Bol. Było to już ponad 1,5 miesiąca temu a wciąż jak sobie przypomnę to mi się nóż w kieszeni otwiera. Oczywiście nie że durny, ale wstrząsający. Opowiada o pewnej muzułmańskiej, wielodzietnej rodzinie, której jedynym żywicielem jest ojciec mający obsesję na punkcie męskiego potomka co jest przyczyną wszystkich problemów w tej rodzinie. Ojciec nie ustaje w próbach poczęcia chłopca, jednak jego żona rodzi same córki i jednego hermafrodytę. Dochody ojca stale maleją bo jest przedstawicielem ginącego zawodu znachora, coraz gorzej mu idzie utrzymywanie licznej rodziny, która nierzadko nie ma co włożyć do garnka, dom podupada, córki całymi dniami siedzą z matką zamknięte w domu bo nie ma pieniędzy by posłać je do szkoły czy wydać za mąż. Jednak ojciec uważa że skoro Bóg dał mu tyle dzieci to i Bóg je wyżywi i trzeba pokładać w nim wiarę. W ogóle ten ojciec jest na wskroś zdewociały, swoje uczynki usprawiedliwia Koranem którego wersy rozumie tak jak mu pasuje i uważa że jedynie on jest w stanie je prawidłowo zinterpretować. Przykład: ojciec ma problem, więc idzie do meczetu, tam modli się z Koranem na kolanach, po czym otwiera go na przypadkowej stronie i z zamkniętymi oczami kładzie palec na jakimś wersecie, i proszę, problem solved! Oczywiście nic dobrego z tego nie wynika, dochodzi do tragedii i to niejednej. Warto obejrzeć.


Za kilka dni jest premiera filmu na który czekam od prawie 5 lat? Potem jeszcze jakiś czas oczekiwania na to aby film pojawił się w sieci i już umówiłam się z dziewczynami na potrójny seans z Donem, Donem 2 i Ra.One. Ależ będzie uczta dla zmysłów :D
Don ko pakadna mushkil hi nahi, namumkin hai!



I jeszcze teaser bo lubię :D



Na pewno będę chciała go tłumaczyć, nawet jeśli ktoś to zrobi przede mną. Jeszcze nigdy nie tłumaczyłam filmu w którym SRK gra główną rolę. Kiedyś tylko zrobiłam taki durny film, Silsiilay, w którym był narratorem na początku filmu i to był jedyny jasny punkt tego wątpliwego dzieua.

Lecę się pakowac bo jutro wylot stąd :D
maleje 2011-12-19 18:40:38 skomentuj (4)
atsowo-dietowo-przepisowo-siłowniowo
Strasznie brakuje mi tańca.
Byłam w sobotę na spotkaniu mikołajkowym gdzie miałam przyjemność zobaczyć jak tańczą dziewczyny z mojej grupy. Strasznie im zazdrościłam. Niektóre poczyniły fantastyczne postępy odkąd ostatni raz byłam na zajęciach, zwłaszcza jedna, Julia. Porusza się tak że oczy mi wyszły na wierch. Też tak chcę!
Muszę chyba zacząć ćwiczyć w domu, bo niedługo juz całkiem wszystko zapomnę. Z ATS tak samo.
Na szczęście wygląda na to że w styczniu w końcu odbędzie się mikser i być może kolejne warsztaty. Już nie mogę się doczekać, bo strasznie mi szkoda żeby to czego się nauczyłam przepadło.
Mam nadzieję że ogólna sytuacja się wyklaruje i będę mogła wrócić na zajęcia. Ciężko będzie pogodzić siłownię z tańcem, zamiast pon-śr-pt będę musiała zorganizować siłownię na wt-czw-sob plus środa belly dance. Niespecjalnie mi się taki rozkład podoba, bo zahacza o weekend, ale cóż, jak mus to mus :)
Słyszałam też że szykuje się jakaś większa impreza na wiosnę. Kto wie, może nawet wystąpię w mojej nowej odchudzonej wersji :))) (mam nadzieję).
I taki filmik, z piosenką której poszukuję i nie moge znaleźć :(((


Dieta idzie bardzo dobrze, nie wyłamuję się i nawet mnie nie ciągnie do złych rzeczy. Jestem w szoku, gdyż nigdy wcześniej chyba mi się coś takiego nie zdarzyło. Tak zdaje się działa dobry bilans składników odżywczych , tak słyszałam przynajmniej, że odpowiednia ilość węglowodanów w diecie powoduje że nie ma się chęci na słodkie. Dla mnie bomba, gdyż wiadomo nie od dziś że kocham słodycze, niestety. Okazuje się że w pełni wystarcza mi białko potreningowe, banany i moje placuszki śniadaniowe z jabłkiem i odżywką. Poza tym metabolizm chyba się nieźle kręci bo często jestem głodna mimo, jak np wczoraj, 3 obiadów, krótkich przerw między posiłkami i około 1800kcal dziennie.

Przepis na placuszki owsiane
70g zmielonych drobno płatków owsianych
70g twarogu
100g tartego jabłka
jajko
10-15g odżywki
10g oleju do smażenia


Mieszamy wszystkie składniki i połowę oleju a potem smażymy placki. Zjadamy :)
Jeśli ktoś lubi rzadsze ciasto to trochę rozrzedzić mlekiem.

Można cały olej dodać do ciasta i zrobić gofry :)



W święta jednak zamierzam zastosować tzw "cheat meal"  żeby się nie biczować że jestem na diecie i nie moge zjeść wielu rzeczy. Jest to posiłek na który składają się niedozwolone na codzień bądź trochę śmieciowe składniki. Wszystko byłoby pięknie gdyby to mogło być cokolwiek np czipsy i snickers y  :P  Ale nie ma tak dobrze bo to same węgle. Dostałam taka radę od jednej ekspertki na forum SFD żeby takiego "cheat meala" zaplanować w taki sposób żeby zawierał po równo białka i węglowodanów. Póki co, na razie wymyśliłam pizzę na razowym cieście z serem i mięsem. Ale na święta pizza się nie nadaje ;) Dlatego chyba zjem kawałek jakiegoś ciasta, sernika najlepiej. Jeszcze nie wiem czy takiego dietetycznego czy zwykłego.
Idea "cheat meala" jest bardzo prosta i logiczna. Dostarcza się taki posiłek po to by rozkręcony metabolizm...
Więcej pod linkiem LINK
Na świąteczne jedzonko wymyśliłam sobe pierogi z kapustą i grzybami z ciasta serowego. Do tego standardowo karp bez mąki, jakieś mięsiwa, z tym nie będzie problemu. Postaram się zadbać o to by samej przyrządzić wszystko by wiedzieć ile dokładnie tego zjem.
Na siłowni uskuteczniam od trzech tygodni nowy trening który ułożyły mi G i M.
Wygląda tak:
1. Prostowanie nóg na suwnicy/ przysiad ze sztangą (60, 70 i 75)
2. martwy ciag (25, 27,5, 30)
3. wyciskanie hantli (8, 9, 10)
4. wyciskanie sztangi z klatki (10, 15, 17,5)
5. uginanie ramion chwytem młotkowym z hantlą (7, 8, 8)
6. Pompki tyłem
7. Spięcia brzucha

I na koniec jeszcze kilka serii ze sztangą na przedramiona i nadgarstki.
Zajmuje mi mniej czasu niż tamten, niemal o połowę i robi się go nie obwodami, ale od razu wszystkie serie danego ćwiczenia; w każdej serii większe obciążenie niż w poprzedniej i mniej powtórzeń.
W końcu czuję brzuch, umieram od brzucha. Robię 6 serii po 20 powtórzeń, na przemian na proste i skośne, i już przy drugiej serii mi słabo. Powoli się przygotowuję psychicznie do unoszenia nóg w leżeniu albo w podparciu na przedramionach bo to działa na dolne mięśnie brzucha, a na razie czuję tylko górne i środkowe. Ale póki co się wstydzę że mi nie wyjdzie przy tych wszystkich ludziach.
Generalnie nie jest lekko. Obciążenia wyższe niż poprzednio, dopracowuję ćwiczenia technicznie bo po porównaniu z atlasem treningu siłowego i niezliczonych konsultacjach z trenerami okazało się że niektóre ćwiczenia robiłam nie do końca poprawnie.

Dziś jest bardzo ważny dzień, być może początek czegoś dobrego.
Złożyłam papiery w jedno ważne miejsce i oby wszystko potoczyło się pomyślnie.

Lakszmi, uosobienie wszelkiego powodzenia i Ganeśa, który usuwa przeszkody i zapewnia powodzenie. Na szczęście.

maleje 2011-12-14 23:41:26 skomentuj (5)
mam nowy suwak i nowy trening, dieta też nowa przecież
Radzę sobie.
Z lewej strony zainstalowałam nowy suwak, ciekawe który z kolei
Mówi on od kiedy zaczęłam dietę sportową i siłownię.
No ale powtórzę, radzę sobie.

Cały czas nie odpuszczam diety i siłowni.
Obliczyłam sobie że w sumie spędziłam na siłowni już ponad dobę. Może nawet więcej, bo czasem zajmuje mi to dłużej niż 1,5h. Jakbym doliczyła dojazdy to mogłoby się okazać że dojdzie dodatkowa doba ;) albo i 1,5 bo czasem droga zajmuje mi bardzo dużo czasu.
W ciągu tego czasu zwiększyłam obciążenia, na rękach robią mi się odciski od hantli u nasady palców serdecznych i środkowych.
Nienawidzę rozgrzewki na rowerze, to najgorsze i najnudniejsze 8 minut całego treningu. Raz próbowałam na bieżni, ale było jeszcze nudniej. Potem trochę rozciągania i zaczynam.
Od początku robiłam 3 obwody, po 15 powtórzeń w każdej serii.
1. spięcia brzucha
2. prostowanie nóg na maszynie- 5kg
3. uginanie nóg na maszynie- 10kg
4. wyciskanie na maszynie- 5kg
5. wyciskanie hantli- 7kg (3kg)
6. ściąganie drążka wyciągu górnego- 20kg (5kg)
7. ściąganie drążka wyciągu dolnego- 12,5kg (5kg)
8. wiosłowanie hantlą- 8kg (5kg)
9. prostowanie nóg na suwnicy- 50kg (40kg)
10. martwy ciąg- 20kg (10kg)
11. zginanie ramion z hantlami- 5kg (3kg)
12. prostowanie tułowia z opadu
13. nadgarstki- 10kg (3kg)
14. łydki- 20kg (15kg)
15. na koniec 3 serie spięć brzucha po 20 i 3 serie ćwiczeń na skośne mięśnie brzucha, na przemian.

Dziś dostałam nowy trening, już chyba taki poważny, FBW siłowy, i od jutra wdrażam go w życie. Nie wiem jak mi pójdzie bo wytyczne są cieżkie: ciężary max aż przy ostatnich powtórzeniach mało sie nie zesrasz .
Trzymam za siebie kciuki.

Tak sobie rozmawiałam niedawno o tym że dieta sportowa to jest tyle zachodu i że się nie chce.
No nie chce się;) Mi też się nie chce :D
Ale życie nie jest takie łatwe :P
Jakby można było żyć o gotowcach, frytkach, chipsach, czekoladzie, to ja pierwsza! Ja ja!
Ale nie ma tak łatwo niestety. Zawsze trzeba coś poświęcić w imię czegoś.
Oczywiście to liczenie, gotowanie może być męczące. I czasem mi się nie chce znowu iść do kuchni by gotować kolejny posiłek.
Nie robię hurtem bo sie boję że źle podzielę. Więc każdy posiłek gotuję z osobna.
Ale nie są to wielodaniowe obiady więc przygotowanie zajmuje mi góra 30 minut. Chyba że kombinuję z czymś nowym, to wtedy może być dłużej, ale jeśli już kombinuję to znaczy że mam chęci :D

No ale w zeszłym tygodniu lekko nagięłam zasady, a w zasadzie okazało się że nie do końca je znam, i efekty tygodniowe nie były takie jak oczekiwałam. (Choć dziś założyłam bluzę, którą miałam na sobie gdy pierwszy raz szłam na siłownię i mam luzy:D) (i gdy wczoraj spoglądałam w lustro na siłowni, to też mi się wydawało jakby było mnie mniej, no i z twarzy zeszła mi najgorsza opuchlizna)
Dlatego w tym tygodniu wywalam wszelką mąkę jak na razie (dowiedziałam się że pszenna, nawet razowa, jest zakazana, a najlepiej wszystkie wyeliminować), miód z wieczornego twarogu, i w ogóle (chlip chlip) i dżem truskawkowy (chlip chlip chlip). Na szczęście został mi jeszcze banan i odżywka, które zastępują mi słodkie. Wymieniłam się też 300g mojej odżywki na inny smak :D. Oprócz mojego Butter cream toffe, mam też Cookies & cream :) Powoli muszę się jednak rozglądać za nowym białkiem, bo w mojej beczułce zaczyna być widać powoli dno. Znalazłam sobie wymarzony smak, Fudge brownie (i Chocolate fudge), ale nigdzie nie mogę w Polsce znaleźć:(. Wszędzie tylko standardy jak czekolada, banan, wanilia, truskawka. Mogłabym ewentualnie wziąć czekoladę, ale to nie to samo. Za to za granicą ceny są absurdalnie wysokie, na ebay o połowę co najmniej wyższe  Będę szukała dalej.

Korzystając z okazji, przepis :)
Falafel
składniki na 2 porcje
150g suszonyych ziaren ciecierzycy namoczonej przez noc w dużej ilości wody
sól morska, pieprz
1 łyżeczka suszonej mięty
1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
2 łyżeczki mielonej kolendry
pół łyżeczki sody oczyszczonej
drobno otarta skórka z połowy cytryny
2 ząbki czosnku
mała cebula
pęczek świezej kolendry albo pietruszki
olej, oliwa do smażenia

Odcedzamy ciecierzycę, płuczemy i znów odcedzamy.
Mielimy w blenderze ze szczyptą soli aż będzie miała konsystencję kruszonki. Dodać pozostałe składniki i zmielić na piasek.
Kulamy niewielkie kulki, lekko spłaszczone a potem chłodzimy 30 minut w lodówce.
Uwaga, masa jest sypka, trzeba się z nia obchodzić dość ostrożnie.
Na patelni rozgrzać olej i smażyć na złoty kolor z dwóch stron, ostrożnie, bo moga się rozwalić. (Następnym razem spróbuję je upiec)
Podawać np z jogurtem greckim.
Ja zjadłam owinięte w liście sałaty, jako że nie miałam pity (zresztą, jaka pita? na diecie?:P), a i tak ciecierzyca wyczerpała mi węgle w dany dzień ;)
Ale z sałatą było bardzo smaczne :)





Moi współlokatorzy spodziewają się dziecka.
Dowiedziałam się nagle, kilka dni temu, i w pierwszym momencie nie uwierzyłam.
Myślałam że mnie nabierają, jak to się często zdarza. Np jakiś miesiąc temu gdy się dowiedziałam że wzrósł nam czynsz i zapłaciłam więcej. Po czym dwa tygodnie później się okazało że to był taki kawał i powinnam zapłacić mniej niż dotychczas.
Ale w końcu utwierdziła mnie w tym jedna rzecz- od jakiegoś czasu nikt w tym domu nie pije piwa. Przyszła mama z oczywistych powodów, przyszły tata- solidarnie?
 

To wszystko mi przypomina przy okazji jak bardzo jestem w tyle.

Nie wyobrażam sobie mieszkania z dzieckiem pod jednym dachem, co oznacza że trzeba będzie się ewakuować do czasu rozwiązania, albo krótko po. Cały kłopot w tym że nie bardzo mam się dokąd wynieść i chyba przyjdzie mi zamieszkać z jakimiś obcymi ludźmi. Mam na to jeszcze około 7 miesięcy czasu.
Jednak martwi mnie trochę to że S ma do dzieci bardzo negatywny stosunek. W ogóle jej nie cieszy ta sytuacja. Gorzej. Wczoraj powiedziała coś co mnie przymurowało. Że ma nadzieję na to że sytuacja jeszcze się zmieni. Coś mówiła że gdybym była kiedyś za nią na schodach to mogę ją przypadkiem zepchnąć. W zasadzie wiele jej wypowiedzi dotyczących dzieci mnie często przeraża.
Ja nie przepadam za dzieciakami, i gdyby mnie to spotkało to byłabym wkurzona, ale nigdy nie posunęłabym się do takiego stwierdzenia o, bądź co bądź, własnym dziecku. A już na pewno nie w obecności osoby trzeciej, takiej jak ja. Stało się i już. Może trzeba było bardziej uważać.
Tym bardziej nie rozumiem S, ponieważ dla nikogo nie jest nowością że P jest rodzinnym człowiekiem i chce mieć co najmniej trójkę dzieci, po to się ożenił by założyć rodzinę. Mam nadzieję że hormony sprawią że jej się choć trochę odmieni.
 

W weekend gotowałam obiad dla rodziców i uszczknęłam z niego co nieco.
Na przystawkę był indyjski, pomidorowy dal z soczewicy, Tamatar ki dal.

 

Na danie główne był angielski Beef Wellington z sosem, na sałacie i do tego pieczone kartofelki. Na zdjęciu jest niestety nie beef a pork, bo beefa nie było w sklepie :/. I niezbyt dobrze to wygląda bo się dupiato kroiło, a nóż który wzięłam za ostrą kosę, wcale ostry nie był.



Na deser tureckie ciasto jogurtowe z syropem cytrusowym.



Poza tym byłam u fryzjera bo moje włosy koniecznie potrzebowały już nożyczek, chociaż szkoda mi ich trochę było bo od maja dość urosły a już dawno takich nie miałam.

O mało też nie wylądowałam na rozmowie o pracę. Ale już przez telefon zorientowałam się jaka to gówniana praca. Bosz, sama to kiedyś robiłam, ubierałam ofertę w ładne słówka a ludzie myśleli że złapali pana boga za nogi dopóki nie przyszli na rozmowę.
 
Szukam dalej, ech.

maleje 2011-11-23 01:06:39 skomentuj (0)
Troszkę o zasadach DS
O co chodzi w diecie sportowej?
Ogólnie o to by dostarczać odpowiednią ilość białek i węglowodanów do organizmu, by mógł sobie swobodnie budować mięśnie i by miał z czego czerpać energię. Ważna jest ilość posiłków- musi być ich co najmniej 5, a najlepiej więcej. W moim dzienniku posiłków jest miejsce na 9 posiłków, choć by się z tym zmieścić musiałabym jeść co 2 godziny, od 6 do 22 :P. Ważne są też odstępy między posiłkami, od 2-3h.
Nie wpadłam na to wszystko sama, ale konsultowałam się z moim dietowym guru, w skrócie G;)
Najpierw musiałam obliczyć swoją docelową wagę, postawiłam na 60kg. G mówiła o 64. Chyba postawię na te 64.
Potem za pomocą specjalistycznego kalkulatora obliczyłam potrzebną mi ilość kalorii. Liczyłam dla tych dwóch wag i dla każdej wyliczyłam kcal dla dwóch współczynników ruchu. Wszystko jest na stronie.
Bilans energetyczny

W oparciu o te dane ustaliłyśmy około 1700kcal.
G kazała mi jeść ok 120g białka na dzień i max 150g węglowodanów, a reszta to tłuszcz, byle nie zaniżać kcal.
Gdybym miała się w tym babrać ręcznie z tabelami, osiwiałabym chyba. Na szczęście mam mój Vitalmax, który automatycznie mi wszystko zlicza i ma sporą bazę produktów, kilka nawet dopisałam sobie sama.

Aktualnie zjadam 5 posiłków, ale myślę nad 6, tyle że to trochę drogi interes jest.
Zjadam dużo twarogu bo około 700g tygodniowo i mięsa z kury lub indyka- jeszcze więcej bo około 200g dziennie, co daje tygodniowo całkiem sporą dawkę 1,4kg :o. Czasem oczywiście mniej ale średnio wypada po tyle mniej więcej, bo jest to najszybsze do przygotowania.
Jem też sporo jaj- chwała bogom że mit o cholesterolu z jaj został obalony. I ryżu brązowego.
Jak już pisałam poprzednio, zamierzałam się w weekend przyłożyć do ułożenia fajnego menu, w którym wykorzystam różne ciekawe przepisy z MM np na moje kulebiaki z kapustą kiszoną :D Ale nie miałam weny.

Póki co mój dzień wygląda mniej więcej tak:
1. jajecznica i warzywo/ ryż z jajkiem po kantońsku i warzywo/ naleśniki z dżemem/ kanapki
2. płatki owsiane z orzechami i jogurtem greckim, czasem z miodem/ banan i ser wiejski
3. kura albo indyk duszone, ryż, warzywa
4. kura albo indyk duszone, ryż (jeśli to dzień treningowy), albo bez ryżu, za to z warzywami, jeśli to dzień regeneracji
5. banan i odżywka z mlekiem (jeśli to dzień treningowy)
6. twaróg z jogurtem i miodem, lub bez miodu/ z warzywami (preferowany z warzywami by nie dorzucać cukru na wieczór)

To tak najbardziej ogólnie.
Raz się postarałam na obiad i zrobiłam sobie placki cukiniowe, ale bardzo się spieszyłam i nie miałam czasu dobrze zmodyfikować przepisu, skutkiem czego troszkę mi się placuszki rozpadły w trakcie smażenia. Następnym razem udoskonalę przepis, bo placki są świetne. Poniżej przepis oryginalny, na więcej niż jedną osobę, tak na 2 dość głodne lub 3 umiarkowanie.

Placki cukiniowe z fetą

3 średniej wielkości cukinie
200g fety
pęczek posiekanej świeżej mięty
pęczek posiekanego świeżego koperku
średniej wielkości cebula
2 łyżki lekko podprażonych ziaren słonecznika
pieprz czarny
3 jajka
mąka
oliwa

Cukinię zetrzeć ze skórką na tarce ze średnimi oczkami, posolić i odstawić na co najmniej 30 minut by sól wyciągnęła wodę. Potem dobrze wycisnąć.
Cebulę posiekać drobno i podsmażyć na złoto na oliwie, przestudzić.
Feta musi być twarda a nie mazista, kroimy ją w drobną kostkę.
Mieszamy wszystko razem, a mąką regulujemy gęstość i kleistość ciasta. Dodajemy pieprzu do smaku, soli raczej nie trzeba. Smażymy na złoto. Zjadamy z kwaśną śmietaną, jogurtem greckim, może być z dodatkiem czosnku.




Mnie bardzo zasmakowały te placki, ale nie każdemu mogą podpasować.
Przepis z Gordona Ramsaya "Kuchnie świata".

Jeśli chodzi o ilości poszczególnych składników to różnie bywa. Dopasowuję sobie w zależności od potrzeb i braków w bilansie.
Do przygotowania posiłków niezbędna jest waga. Bez wagi ani rusz. Dlatego jak już pisałam, zamówiłam sobie nową wagę, bo stara nadaje się już tylko do śmieci.
Najczęściej jadam po 100g mięsa, 50g ryżu, 100g twarogu, 50g płatków, 50g chleba.
Trzeba też dużo pić ze względu na sporą ilość białka. Ja wypijam co najmniej 1,5l samej wody, mnie osobiście suszy tak że mimochodem wypijam tą wodę.
Ważne jest też by żywność którą się spożywa była jak najmniej przetworzona, bez glutaminianów sodu itp. Ryż brązowy zamiast białego, mąka z pełnego przemiału zamiast białej itd. Dobrze jest też spoglądać w tabelę IG i spożywać to co ma niższy indeks.
I aby w ciągu dnia zmniejszać ilość węgli tj na śniadanie najwięcej, a potem coraz mniej.

A oto 10 wskazówek żywieniowych  (źródło: Forum Zuzla)

1. Należy spożywać 6-7 posiłków co 2,5 - 3 h

2. Należy w każdym posiłku spożywać "pełne białko" (zawierające wszystkie aminokwasy)

3. Należy w każdym posiłku spożywać węglowodany o w miarę jak najniższym I/G pochodzące z warzyw(najlepiej włóknistych) i owoców

4. Należy dbać aby posiłek przed treningowy był bogaty w łatwo przyswajalne białko

5. Należy dbać aby węglowodany we wszystkich posiłkach poza posiłkami przed i po treningowym pochodziły z warzyw i owoców o niskim IG. Posiłki około treningowe powinny zawierać węglowodany o wyższym I/G

6.Należy dbać aby posiłek po treningowy zawierał węglowodany proste i łatwo przyswajalne białko w proporcji 2:1

7. Należy pilnować aby 25-35%spożywanych kalorii w diecie pochodziło z tłuszczy z podziałem na : 1/3 z tłuszczy nasyconych (zwierzęcych), 1/3 z tłuszczy jednonienasyconych (np. oliwa z oliwek, avocado), a 1/3 z tłuszczy wielonienasyconych (olej lniany, rybi , orzechy i nasiona itp.)

8. Należy unikać napoi innych niż: woda mineralna niegazowana, zielona herbata itp.

9. Należy dbać o to by każdy posiłek za wyjątkiem posiłków około treningowych składał się z naturalnego, nie przetworzonego pożywienia, należy unikać słodzików, konserwantów, polepszaczy itp.

10.Należy spożywać większe ilości węglowodanów tylko w okolicach treningowych (przed i po treningu) , posiłki te powinny być ubogie w tłuszcz. W innych posiłkach powinna występować przewaga tłuszczy nad węglowodanami pochodzącymi z warzyw i owoców

Uniwersalne zasady zdrowej diety (źródło: forum Zuzla)

1. spożywaj naturalna żywność jak najmniej przetworzoną
2. nie boj sie tłuszczów to nie one, lecz węglowodany proste są winne otyłości
3. w miarę możliwości spożywaj mięso, włączając w to ryby, owoce morza, drób, wołowinę, baraninę, dziczyznę, podroby i jaja pochodzące od zwierząt dzikich lub pochodzące z hodowli gdzie zwierzęta maja stały dostęp do naturalnie rosnącego pożywienia
4. Spożywaj pełnotłuste, naturalnie przetworzone produkty mleczne od krów pasanych na pastwiskach, najlepiej surowe lub/i fermentowane, takie jak pełnotłusty jogurt, masło pochodzące z naturalnych hodowli, pełnotłusty ser i świeżą lub kwaśną śmietanę.
5. Używaj tylko tradycyjnych tłuszczów i olejów, włączając w to masło i inne tłuszcze zwierzęce, oliwę typu „vergin" (z pierwszego tłoczenia na zimno), tłoczony na zimno olej lniany i sezamowy oraz oleje tropikalne – kokosowy i palmowy.
6. Jedz tylko chleb pełnoziarnisty robiony na zakwasie, pełnoziarnisty ryz oraz kasze
7. Ziarna i orzechy i warzywa strączkowe po ich uprzednim moczeniu, kiełkowaniu lub kwaszenie w celu zneutralizowania kwasu fitowego i innych szkodliwych substancji.
8. Wzbogacaj spożywane warzywa i owoce w enzymy i bakterie probiotyczne poddając je kiszeniu
9. Gotuj zupy , i sosy na wywarach z kości ryb i zwierząt
10. Nie zapominaj o spożywaniu podrobów i jadalnych wnętrzności zwierząt
11. Używaj nierafinowanej soli morskiej (nieoczyszczanej soli kamiennej) i rożnych ziół i przypraw
12. Używaj umiarkowanie naturalnych słodzików takich jak miód, syrop klonowy, cukier trzcinowy oraz stevi

I odsyłam do linków do różnych artykułów :) polecam przejrzeć
www.sfd.pl/-t585708.html
www.sfd.pl/-t752315.html
http://www.sfd.pl/-t722715.html

link do dziennika posiłków z którego korzystam
Vitalmax

edytowano 9.12.2011
ten Vitalmax zaczął mnie wkurzać jakiś czas temu, teraz używam tego
PoTreningu.pl
dla mnie bomba :)


I to chyba na tyle :)
maleje 2011-10-23 19:14:51 skomentuj (2)

Przepisy
Placki cukiniowe z fetą
Pyszny chleb pszenno-żytni
Czekoladowe babeczki Ainsley'a Harriot'a
Kotlety z kapustą
Chleb ukraiński
Korzenne muffiny jabłkowe
Chleb czekoladowy
Makaron z sosem
Placek naleśnikowy z jabłkami
Muffiny twarogowe z gruszkami
Kulebiaki
Focaccia
Drożdżowe ciasto z serem
Gołąbki kalafiorowe

blogi
tuśka chudość widzi
tusiak
rukbat
Malta
blu

różne
Karuzela Smaków
dla grubasków